Chrześcijański Tydzień Społeczny 


  • CHTS

    CHRZEŚCIJAŃSKI
    TYDZIEŃ SPOŁECZNY

    Spotkanie, dialog na rzecz wspólnego dobra

  • CHTS

    CHRZEŚCIJAŃSKI
    TYDZIEŃ SPOŁECZNY

    Spotkanie, dialog na rzecz wspólnego dobra

  • CHTS

    CHRZEŚCIJAŃSKI
    TYDZIEŃ SPOŁECZNY

    Spotkanie, dialog na rzecz wspólnego dobra

  • CHTS

    CHRZEŚCIJAŃSKI
    TYDZIEŃ SPOŁECZNY

    Spotkanie, dialog na rzecz wspólnego dobra

  • CHTS

    CHRZEŚCIJAŃSKI
    TYDZIEŃ SPOŁECZNY

    Spotkanie, dialog na rzecz wspólnego dobra



I CHRZEŚCIJAŃSKI TYDZIEŃ SPOŁECZNY

"Wspólnotowość drogą rozwoju Polski"

11-13 kwietnia 2008, Wrocław

PRZEMÓWIENIE PREZYDENTA MIASTA WROCŁAWIA RAFAŁA DUTKIEWICZA


Wrocław, 11 kwietnia 2008M.

Szanowni Państwo,

Spektrum zainteresowań uczestników Chrześcijańskiego Tygodnia Społecznego jest szerokie. Ja chciałbym podzielić się z Państwem swoimi refleksjami na tematy, na których według wrocławian się znam. Bez obaw! Nie wszystkimi refleksjami.


Problemy społeczne to problemy ludzi

Problemy społeczne to problemy ludzi, co chciałbym wyraźnie podkreślić. Ludzi, którzy przecież nie żyją w próżni. Nieszczęścia, które ich dotykają mają swą przyczynę z jednej strony w rachunku prawdopodobieństwa czyli zjawiskach, na które nie mamy wpływu, ale też mają tę przyczynę w sytuacji miasta, kraju, świata, którą zastaliśmy, i która się na naszych oczach zmienia.

Skupię się na tym, na co wpływ mieć można.

Niestety nie jest ten świat tak ułożony, żeby prawa natury same czuwały nad naszym dobrobytem i szczęściem /Leszek Kołakowski/. Dlatego korzystając z talentów, które dano każdemu z nas musimy starać się go kształtować tak, aby umożliwić i szczęście i dobrobyt. Pomóc powinno nam w tym państwo.


Państwo

To ono ma do odegrania istotną rolę w rozwiązywaniu problemów społecznych i zapobieganiu im.

Jednak to człowiek jest źródłem kompetencji instytucji, władz i urzędów, a nie odwrotnie. Im bardziej dany ustrój respektuje podmiotowość obywateli, a więc ich wybory, przekonania, wartości i dobra, tym bardziej jest sprawiedliwy. Katolicka myśl społeczna formułuje w tym miejscu zasadę pomocniczości (subsydiaryzmu), zgodnie z którą „nie wolno wydzierać jednostkom i przenosić na społeczeństwo tego, co mogą wykonać z własnej inicjatywy i własnymi siłami; podobnie niesprawiedliwością, szkodą społeczną i zakłóceniem porządku jest zabierać mniejszym i niższym społecznościom te zadania, które same mogą spełnić, a przekazywać je społecznościom większym i wyższym” (Pius XI, Quadragésimo anno).

a. praca

Jedną z najważniejszych konieczności państwa, jest danie obywatelom możliwości pracy. Do realizacji tego zadania ma państwo wiele dróg i wiele narzędzi. W mojej ocenie drogą najefektywniejszą jest konsekwentne i skuteczne rozbudzanie przedsiębiorczości. narzędziami realizacji są natomiast obniżanie pozapłacowych kosztów pracy, uproszczenie systemu podatkowego i wprowadzanie udogodnień (a przynajmniej znoszenie barier) dla działalności gospodarczej, szczególnie dla małych firm.

Jest to według mnie ważne przede wszystkim dlatego, że to praca sprawia, że godność ludzka może się w pełni wyrazić, zrealizować.

Chcę w tym miejscu doprecyzować, że nie mam na myśli pracy jedynie w jej aspekcie zarobkowym czyli zapewnienia środków na godne życie. O pracy myślę jako o jednej z podstaw odczuwania sensu życia. Innymi podstawami są miłość i przyjaźń, ale tam państwo sięgać nie powinno.

b. prawo i polityka

Powołam się na encyklikę Jana Pawła II Centésimus Annus. Czytamy w niej, że „działalność gospodarcza nie może przebiegać w próżni instytucjonalnej, prawnej i politycznej. Przeciwnie zakłada ona poczucie bezpieczeństwa w zakresie gwarancji indywidualnej wolności i własności, a ponadto stabilność pieniądza oraz istnienie sprawnych służb publicznych. naczelnym zadaniem państwa jest więc zagwarantowanie tego bezpieczeństwa, tak, aby człowiek, który pracuje i wytwarza, mógł korzystać z owoców tej pracy, a więc znajdował bodziec do wykonywania jej skutecznie i uczciwie”.


Innowacyjność

Nie wystarczy jednak, żeby ludzie mieli pracę. Zwykliśmy mawiać, że żadna praca nie hańbi. Teściowa jednej z moich pracownic uzupełnia to zdanie tak: żadna praca nie hańbi z wyjątkiem nisko płatnej. Ze zdania tego wbrew pozorom nie przebija pazerność, lecz właśnie upominanie się o szacunek i właściwe wynagradzanie naszych wysiłków.

Aby Polska mogła proponować swoim obywatelom godne warunki pracy, musi znaleźć się lub wytworzyć centrum rozwoju. Musi postawić na innowacyjność, aby przestać Europę doganiać, a znaleźć się w jej awangardzie pod względem gospodarki opartej na wiedzy. 


Społeczeństwo obywatelskie

Jeśli przyjmiemy, że zasadę, że tyle państwa, ile koniecznie potrzeba, tyle wolności, ile tylko można, to powinniśmy przyjąć również tę, że podstawą sprawnego państwa jest społeczeństwo obywatelskie. Znów odwołam się do słów Papieża. Tym razem o zasadzie solidarności, komplementarnej do zasady pomocniczości. Początkowo była ona formułowana w odniesieniu do wybranych zjawisk społecznych. Jeszcze Laborem exercens (1981) Jan Paweł II pisał, że „solidarność winna występować stale tam, gdzie domaga się tego społeczna degradacja podmiotu pracy, wyzysk pracujących i rosnące obszary nędzy, a nawet wręcz głodu”. Jednak już w następnej encyklice społecznej solidarność stałe się najbardziej istotnym spoiwem życia społecznego. W Sollicitudo rei socialis czytamy, że cnota solidarności „nie jest jedynie nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wielu osób, bliskich czy dalekich”, ale jest „mocną i trwałą wolą angażowania się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego”. Tak pojętej solidarności nie brak ewangelicznego radykalizmu, bo jak pisze Jan Paweł II, chodzi w niej o „zaangażowanie dla dobra bliźniego wraz z gotowością ewangelicznego 'zatracenia siebie' na rzecz drugiego zamiast wyzyskania go, 'służenia mu' zamiast uciskania go dla własnej korzyści”.


Gospodarka godna człowieka

Ten cel próbuję przełożyć na zadania dla siebie. Mam zrobić wszystko, by w moim mieście i w moim kraju nie brakowało miejsc pracy, by były one stabilne i nowoczesne, by dawały dobre utrzymanie pracownikom, by gospodarka przyczyniała się do polepszania warunków życia i stwarzała rodzinom możliwość wspólnego spędzania wolnego czasu. By człowiek nigdy nie był pojmowany w kategoriach siły roboczej.


A teraz o wartościach i o cnotach - edukacja

Społeczność ludzka ginie, kiedy giną cnoty. Te zaś najbujniej się krzewią nie na skutek czytania i pisania o nich, a na skutek doświadczenia życia wśród ludzi, gdzie cnoty są praktykowane.

A ich stosowanie wymaga giętkości i zrozumienia dla nieskończonej zawiłości ludzkich spraw, zrozumienia będącego wynikiem obcowania ze ścierającymi się wzajem wymaganiami życia i będącego wynikiem obcowania z ludźmi dobrymi i rozważnymi.

Chciałbym, aby młode pokolenie stało się niezachwianym filarem społeczeństwa obywatelskiego. Aby w tym celu uczyło się cnót. Chciałbym nawet, aby znało je wszystkie. Kiedy jednak myślę, że i ja miałbym ich kogoś uczyć, trochę tracę pewność siebie. Bo przecież nie ma nikogo, kto we wszystkie cnoty byłby wyposażony, jak zatem wymagać tego od młodych?

Po spotkaniu z Leszkiem Kołakowskim, spotkaniu mentalnym z jego rozważaniami, uważam, że wystarczy choćby tę naukę zacząć, a same cnoty przyjdą nam z pomocą. Bo jak pisze profesor „cnoty wzmacniają się wzajemnie, więc gdy ma się niektóre, to łatwiej nabywa się innych, choć wydają się niezależne. Jeśli kto chce być sprawiedliwy, to zauważa rychło, że potrzeba do tego i odwagi, i wytrwałości”.

Respektuję prawo młodych do nierozwagi i szaleństw. Zdaję też sobie sprawę, ile możliwości daje im dzisiejszy rozpędzony świat. Czasem niepokoi mnie, jaką ilość wyborów muszą podejmować. W moich czasach wyborów tych było znacznie mniej. I choć oceniam, że taka ilość możliwości może sprawiać trudność w wyborze dobrej drogi, to pamiętam, że o te możliwości dla kolejnych pokoleń walczyliśmy.

Chciałbym jednak nauczyć moje dzieci przynajmniej tego, by umiały odróżniać spełnienie od łatwej przyjemności i radość od błahej zabawy.

I myślę też, że naukę bycia przyzwoitym warto zacząć od dwóch cnót, które bodaj w najmniejszym stopniu zagrożone są zniekształceniem. Mam na myśli „cnotę życzliwości dla bliźnich, która trudniej się degeneruje niż np. poszanowanie dla prawdy, gdzie łatwo o fanatyzm oraz zdolność do wybaczania innym, która mniej hoduje niebezpieczeństw niż odwaga”.

Ja sam codziennie staram się w tych cnotach kształcić.

Bo przecież tylko wartości mogą sprawić, że adaptując się do zmieniających się warunków ekonomicznych i społecznych, nie zatracimy się, pozostaniemy nami.



 strzałka do góry